W ostatnim czasie, czyli w przeciągu 2 miesięcy, kupiłam dosyć sporo nowych kosmetyków do makijażu. Ze względu na moje problemy z cerą, nie chciałam eksperymentować z nowymi produktami, ale nie oszukujmy się- uległam.. :)
Twarz
Długo szukałam odpowiedniego podkładu, aż w końcu zdecydowałam się na Revlon Nearly Naked w kolorze 120 Vanilla. Używam go od niedawna, więc nie mam jeszcze do końca wyrobionego zdania o tym produkcie. To co udało mi sie zauważyć, to to, że jest to podkład o lekkim kryciu, bardziej przeznaczony dla osób, które nie zmagają się z problemami skóry. Niestety nie zakrywa niedoskonałości. Jedynie czego możemy od niego oczekiwać, to lekkie wyrównanie kolorytu skóry, Nie wiem czy polecałabym ten podkład osobom ze skórą tłustą, gdyż po krótkiej chwili zaczynam się świecić. Odcień który posiadam, będzie idealny dla bladziochów, takich jak ja. Wreszcie znalazłam swój idealny odcień :) Generalnie nie wiem, czy zakupie go ponownie, jednak na pewno wykorzystam do końca.
Do podkładu zakupiłam również puder Revlon Nearly Naked w odcieniu 002 i w tym momencie muszę powiedzieć, że niestety dobór koloru, nie był strzałem w dziesiątkę. Puder wpada w beżowo- pomarańczowe tony i zmienia kolor podkładu. Jednak poza tym, fajnie stapia się ze skórą i tworzy efekt naked, na czym mi najbardziej zależało.
Jakiś czas temu totalnie przerzuciłam się z bronzera na róż. W Inglocie znalazłam swój idealny kolor- 46, który jest typowo brzoskwiniowy. Niestety nie utrzymuje się na mojej skórze zbyt długo, przez co raczej nie zakupie go ponownie.
Oczy
Kolejnym moim ulubieńcem jest paleta cieni Urban Decay Naked 3. W co jak w co, ale w tą paletę naprawdę warto zainwestować te 200zł. Kolory są cudowne, można bez problemu stworzyć nią makijaż dzienny jak i wieczorowy. Używam jej codziennie na załamanie powieki i jestem oczarowana pigmentacją, kolorystyką jak i utrzymywaniem się na powiece. Cud, miód i malinka :)
Ostatnio Sephora wprowadził do swoich drogerii nowy, pogrubiający tusz Outrageous curly, który u mnie idealnie sprawdza się do wytuszowania dolnych rzęs, niestety trzeba uważać, bo ta dziwna, mała szczoteczka potrafi nieźle je skleić, dlatego nie sądzę żebym kupiła go ponownie.
Ostatnim produktem, który dostałam przy zamówieniu ze strony MAC, jest Cleanse off oil huile demaquillante, który służy do demakijażu. Ze względu na to, że jest to tylko próbka, używam go tylko jako "pierwszą pomoc" przy robieniu makijażu i muszę stwierdzić, że tak dobrego produktu,który tak szybko zmyje tusz, eyeliner, cień itp. dawno nie używałam! Jednak nie wiem czy jest warty tych 120zł.














